Stanisława Wandas

Data urodzenia: 13.11.1935 r.
Płeć: kobieta.
Miejsce urodzenia: Fałków (woj. świętokrzyskie).
Miejsce długotrwałego zamieszkania: Kurozwęcz (od 1973 r.).
Zawód:
Zawód rodziców:
Zawód dziadków:
Kontakty z innymi językami: niemiecki.

 

 

 

Stanisława: Byli żeśmy w Niemcach z rodzicami. Mieszkali żeśmy w Końskich 4 lata. W 1947 roku przyjechali żeśmy do Scholastykowa, za Złotów. Pierwszy PGR był Scholastyków, jeszcze chodziłam do klasy drugiej z Końskiej, jak żeśmy przyjechali. Potem pojechaliśmy do Gronowa i tak cały czas w koszalińskim.

A potem miałam 16 lat, poszłam do pracy do PGR i tak robiłam, aż miałam swoje lata. Miałam 19 lat, zapoznałam się z mężem, to będzie już 60 lat po ślubie. W wojsku był. Rok chodził i ślub. Młode lata spędziliśmy razem, już tyle lat.

W Niemcach żeśmy byli, to moi rodzice i bracia, miałam 4 braci, pracowali przy koniach. A Niemcy jak to Niemcy były, wiadomo. Trza było pracować bardzo ciężko, moja mamusia gotowała. Przychodzili Polacy i sobie odbierali już gotowane obiady. Mamusia gotowała z siostrą. Siostra miała 14 lat i musiała już pracować. Ciężko pracowali. A tatuś w konie jeździł, bracia też, a najstarszy z braci w oborze robił, krowy doił, ciężko było. Po wojnie, to brat poszedł do partyzantki, mamusia płakała, bo myślała, że zginął, a on jeszcze przyszedł do nas i taką lalę przyniósł. Rzucił mi: „Masz, Stasia, lalkę”.

Mąż też był w Niemcach, tam gdzie i my w tym samym czasie, tylko myśmy dziećmi byli, nie znaliśmy się. On świnie pasł jako dziecko. Mąż to pracował, oni to mieli bardzo ciężko, bo oni byli w takich lagrach, nie mieli co jeść ni nic. Obierki gotowali i jedli, ciężko było. Nieraz jak mama jego opowiadała, to teście robili na takim spiszu, to nieraz, jak w ciąży była, to ukradła kawałek chleba, to jakąś mąkę i wszystko pod cycki i dzieciom przynosiła.

Stanisław: Mój życiorys to trzeba szybko pisać. Do 1. klasy to byłem z rodzicami. Wojna wybuchła 1 września. Jak szedłem do szkoły, zawrócili mnie z drogi i tyle było mojego. Później zabrali nas do niewoli do Niemiec. Jak miałem 11 lat, to zacząłem pracować w niewoli do końca wojny. Tam się robiło przy krowach, świniach.

Po skończeniu wojny to wróciliśmy do Polski. Nasz dom w rzeszowskim to był spalony, tylko pokrzywy w tym miejscu rosły. Rodzice pomału odbudowali dom. Do lat 16 mieszkałem z rodzicami. Później zabrali do brygady Służba Polsce. 6 miesięcy służyłem jako junacy. No i szkolę kończyłem. Mając 14 lat, do pierwszej klasy zacząłem chodzić, robiłem w jednym roku 3 klasy, taka kombinowana szkoła była. Skończyłem 6 klas i zabrali mnie do wojska. Musiałem podstawówkę kończyć w Bobolicach.

Już tu, mając 43 lata, dla pracujących zrobiłem. Jako kierowca traktorzysta pracowałem kupę lat. Przedtem w wojsku. W wojsku odsłużyłem 4 lata w lotnictwie. W wojsku się ożeniłem. Już ponad 58 lat mieszkamy we dwoje. Nawet złoty medal za pięćdziesiątkę przysłał nam Kaczyński, nieżyjący prezydent. Jeszcze mamy te medale. Później, mając 50 lat, poszedłem na rentę chorobową, wypadek na kręgosłup. Potem na emeryturę i tak się grzebię już 81 rok.

Stanisława: Tak zleciały te lata. Przedtem tak się nie siedziało w jednym miejscu. Jak coś nie pasowało, to można było zmienić, można było pracę dostać i mieszkanie. Dawali transport i ładowało się wszystko, co się miało. Tutaj już jesteśmy 40 lat w jednym miejscu.

Stanisław: Dochowałem się 2 synów i 1 córkę, 13 wnuków i 2 prawnuczki. W szkole dzieciaki uczyłem koszyki robić.

Stanisława: No, plecie takie różne z wykliny rzeczy.

Stanisław: Takie różne robię, na święconkę, duże, małe na grzyby, jagody i uchwyty do święconek robiłem, takie małe koszyczki do komunii, jak szli, na chleb żeśmy robili, takie kwietniki do szkoły na kwiaty wiszące.

Stanisława: Ja różne rzeczy, co się da. Szyłam, wyszywałam, przeważnie zimą, to na drutach robię. Swetry, skarpety, rękawice. Wyszywać już nie wyszywam, bo oczy nie pozwolą. Bo to trzeba precyzyjnie. Te młode to lepiej gotują, z książki, to wiadomo. Kiedyś ciasto się piekło nie takie jak teraz. Ja to takie proste, drożdże się robiło, jabłecznik, a młode, wiadomo, torty różne takie. Teraz można wszystko kupić, nie trzeba piec. Bułeczkę, ciasto.

* * *

Stanisława: Moja teściowa miała takie, co chodniki robiła. Warsztat taki miała tkacki i dywany, koszule, prześcieradła. Kiedyś tak kaszę joglaną robili, to jak pojechałam pierwszy raz po ślubie cywilnym, to mieli tam taką beczkę i tłukli. Jak ona się nazywała, co kaszę robili? Stępa. Jak ja pojechałam, pierwszy raz widziałam sierp i tak urżnęłam 10 snopków, a w końcu bym teściowej nogę ucięła, bo jakoś stanęła mi.

Ja nie wiedziałam, co to zabawa. Miałam lalki różne takie, ale tak, ażebym ja tam coś, to nie. Przede mną tylko praca i jednak przepracowałam 35 lat. Tylko obora i chlewnia, i o czwartej się wstawało, i tak w koło, i dzieci się wychowało.

My w domu to nie mieliśmy takich różnych, ale maśniczkę, co mamusia masło robiła. U ciebie to tam więcej było takich było. Były cebrzyki takie. Balia do kąpieli, kopiec – do dojenia krowy też był. To było z takich deseczek zrobione i nie było ucha.

Stanisław: Ucho było takie drewniane. Ale to było takie, że tam się mleko wlewało.

Stanisława: Tak cosik było. Mieszkanie, pojechałam pierwszy raz, to było pod słomą.

Stanisław: To się strzecha nazywa.

Stanisława: I nie mieli podłóg, tylko ziemia normalnie była. Jak zajechałam pierwszy raz, to naszykowałam sobie wody i miałam tą podłogę myć, bo gdzie to takie brudasy, posprzątam po swojemu. I dobrze, że stryjenka przyszła: „Co ty będziesz, Stacha, robiła?”. Ja mówię: „Będę myć. Tak brudno, a ja tak nauczona jestem”. „To ziemia jest. Co ty? Idź przynieś piasku żółtego i wysyp”. Kiedyś chałupę jak się postawiło, to ziemię się ubiło.

Stanisław: Ugładziła się, jak posadzka była.

 

 

Słownictwo:

balia – drewniana wanna służąca dawniej do kąpieli, wykonana z drewnianych klepek, okrągła, szeroka.

cebrzyk (zdrob. od ceber) – naczynie do noszenia wody wykonane z drewnianych klepek z obręczami.

junak – w PRL: członek młodzieżowych ochotniczych hufców pracy.

kopiec – drewniane wiaderko na mleko, do dojenia krowy.

maźniczka – urządzenie do wyrobu masła, maselnica.

stępa – prymitywne urządzenie służące dawniej do obłuskiwania i kruszenia ziarna na kaszę.

strzecha – słomiane lub trzcinowe pokrycie dachu.