Teresa Recław

Data urodzenia: 13.10.1946 r.
Miejsce urodzenia: Leśnice Górne

 

 

Pochodzę z Lęborskiego (8 km do Lęborka). Rodzice przyjechali tu mniej więcej styczeń, luty. Ojciec dostał gospodarstwo za pozostawione tam na wschodzie ziemie i tutaj zamieszkali od 1946 r. Ja urodziłam się w 1946 r., w październiku, w miejscowości Leśnice Górne, teraz została zmieniona nazwa na Dziechlino. Leśnice Górne to była wioska, po wojnie u góry mieszkali gospodarze, którzy przybyli tu ze wschodu, a Leśnice Dolne zostały po prostu Leśnicami. Kto przeżył z Niemców – powyjeżdżali do Niemiec, a niektórzy zostali przez wyzwalających ze wschodu wybici… Więc teraz zostało Dziechlino i Leśnice.

* * *

Ojciec był od Modlina, ale nie wiem kiedy on się dostał bardziej na wschód, że te ziemie dostał, bo jak wojna się skończyła to oni wszyscy wylądowali w zamojskim. A mama była urodzona we Włodzimierzu, na wchodzie bardziej. Pobrali się w lubelskim i przenieśli tutaj. Ale nie żyją już oby dwoje. W Leśnicach już do końca życia mieszkali. Ojciec zginął tragicznie w 1982 r., zrywał jabłka i spadł z jabłonki, potłukł się mocno, miał obrzęk mózgu, a mama w 2007 r. zmarła.
Ja urodziłam się w Leśnicach. Mam jeszcze dwie siostry i brata. Jedna z sióstr też już nie żyje. Ona też tutaj przyjechała do Koszalina, bo w Słupsku skończyła szkołę gastronomiczną i później po skończeniu szkoły pracowała w gastronomii cały czas. Potem jak przeszła na emeryturę to kupiła mieszkanie w Rosnowie i tutaj zmarła.

* * *

Rodzice zajmowali się gospodarstwem. Ja też, tak gdzieś do 16 roku życia, pomagałam w gospodarstwie. Później skończyłam szkołę średnią w Lęborku, technikum rachunkowości rolnej, tak jak moja najmłodsza siostra, a brat skończył zasadniczą szkołę mechanizacji rolnej w Lęborku. On mieszka w Brzeźnie Lęborskim i siostra również, bo pozostawali tam. A ja, po skończeniu szkoły, zaczęłam pracować w gospodarstwie w Małoszycach, to blisko mojej rodzinnej miejscowości, później od 1975 r. pracowałam w dyrekcji, w Lęborku. A od 1980 r. przeszłam do Leśnic, tam mieszkałam i pracowałam w zakładzie rolnym do 1993 r., do czasu likwidacji zakładu.

* * *

A później emerytura. Czy szczęśliwa? Nie była szczęśliwa, jeszcze mi trochę brakowało, bo ani stażu pracy nie miałam, ani wieku, więc musiałam do 55 lat na różnych fachach dopracować sobie do 30 lat pracy, bo wtedy był taki przepis, że 55 lat i 30 lat pracy. I od 2001 r. jestem na emeryturze. Przez ok. 27 lat pracowałam z liczbami, w księgowości, a później trzeba było różne fachy, nawet przy skubaniu krewetek w Lęborku, ale długo nie wytrzymałam bo mam uczulenie, przy szkółkach w lesie nawet prawowałam, ale dopracowało się do tej emerytury jakoś. Bo ciężko w tamtych czasach było dostać właśnie prace w swoim zawodzie. Bo to już było jak rozwiązali PGR i miałam wtedy 47 lat i tak człowiek chodził po różnych zakładach i mówili tylko „bardzo Pani odpowiada, kwalifikacje, wszystko, ale powiem Pani, że za stara Pani jest” - mówiła mi w oczy kobieta jeszcze starsza.

* * *

A jak tu trafiłam? To był następny figiel w życiu. Sytuacja zmusiła, że przyjechałam tu do córki, że zięć mnie przygarnął. Mam tylko jednego zięcia, dobrego zięcia. I tutaj, w Kurozwęczu, mieszkam już ponad 11 lat. Dobrze tu się mieszka, ale myślami się jest tam gdzie się człowiek urodził.

* * *

Kończyłam wtedy 7 klas szkoły podstawowej w Leśnicach, tam chodziłam najpierw 2 lata i wtedy w Małoszycach otworzyli szkołę, a to bliżej było. Bo jest tak: Lębork, Małoszyce, Dziechlino, Leśnice, tak naokoło. Zaczęłam w Leśnicach, tam szkoła jest od 1946 r., ale otworzyli właśnie tę szkołę w Małoszycach i to było ode mnie z podwórka widać, na takiej górce. I mówili, że mamy bliżej to mamy przejść tutaj, ale tylko moja rodzina i sąsiedzi przeszli, reszta chodziła do Leśnic. Ale od 5 albo od 6 klasy wróciłam do Leśnic i tam skończyłam podstawówkę. Po podstawówce - do technikum na 5 lat. We wsiach przedszkola nie było, może i w miastach tak. Dopiero moja córka chodziła. Do szkoły w Leśnicach miałam 3 km, a potem do Małoszyc to około 1,5 km, przez pole się szło, ścieżka była. A kiedyś nie było takiego czegoś jak busy, gimbusy, pks. Chodziło się na pieszo i to szybko trzeba było iść. Codziennie tą samą drogą, a z powrotem trzeba było myśleć gdzie rodzice, czy są w polu, czy gdzie, więc szybko do domu, kromkę chleba i na pole. Gdy chodziłam w tych Małoszycach do szkoły, to szybko do domu i wtedy na dół do Leśnic, bo tam mieliśmy pola na siano i tam się leciało, żeby siano zbierać, pomóc mamie i tacie przy zbiorze siana. Tak nie było jak teraz, że tylko komputery, teraz jeszcze do domu nie wejdzie to i telewizor i komputer włączony. Teraz nawet na podwórko nie chcę się wyjść. A wtedy - najpierw do szkoły, a potem na pole, a w sobotę to młodzież się zbierała i bawiła w klasy, chowanego, berka, całkiem inaczej było. Więcej ruchu było, wszyscy byli bardziej zżyci z sobą. Potem wzięliśmy gospodarzy i wszyscy świetlicę wybudowaliśmy w Dziechlinie, potem zabawy wiejskie były organizowane, do innych wiosek się jeździło. I ze sztachetami się szło, jak się bili gdzieś. Takie były zabawy! Było wesoło, śmiesznie, inne życie całkiem, a nie tak jak teraz, wszystko zamknięte w telewizji, w komputerach.

* * *

Do miasta było kawałek. Bo Leśnice leżą przy ulicy, przy krajowej 6. Jak się dojeżdża do Leśnic to taki zajazd jest, potem kościół, szkoła - stary budynek, to ja chodziłam, dobudowany łącznik i sala gimnastyczna, teraz podstawówka i gimnazjum jest, a parę metrów dalej jest droga do Dziechlina. Do góry było około 3 km i gdzieś 7-8 km do centrum miasta, Lęborka. A tam z Dziechlina, ode mnie, polną drogą, leśną to 5 km. Od początku nie było żadnych busów, autobusów. Teraz jak ja się stamtąd wyniosłam to jakiś autobus był, ale znowu zlikwidowali. Bo Ci, którzy do pracy, to mają samochód, a dzieci to szkolnym jeżdżą. Więc teraz jak się pojedzie to tylko, żeby siedzieć na miejscu. Historia trochę się powtarza. Trochę wróciło jak kiedyś.

* * *

W rodzinie było nas 4 rodzeństwa. Dobrze między nami się układało, jak między braćmi i siostrami. Brat był najmłodszy, a ja najstarsza. Brat to był taki spokojny chłopak. Wychowywany przy siostrach, ale to były inne czasy, każdy musiał coś pomóc, to były inne myśli.

* * *

Leśnice, tam gdzie ja mieszkałam, to mniej więcej 24-26 osób w wiosce, a tu chyba trochę więcej. Teraz dużo osób, w moim wieku i starsi, już poumierało. Dużo osób powyjeżdżało. Teraz to też taka mała wioska, tam wszyscy byli gospodarzami, a teraz to chyba dwóch zostało i wszystkie pola pozajmowali.

* * *

Kiedyś było inaczej, na wszystko był czas, choć do pracy się chodziło i potem w domu też była praca. I potem, żeby się ze znajomymi spotkać. Jakieś imprezy między zakładowe, a teraz jakoś tak mniej się człowiek spotyka, a teraz to tylko dożynki. Chodziło się do sąsiadów na telewizor. Z początku z ciekawości - na wiadomości, potem ta „Izaura”. Wszyscy latali. Różnie między sąsiadami było, ale chyba aż tak jak w „Samych swoich” to nie. Ale na pewno, ale trafiało się, że jeden jest bardziej taki, że ustąpi, a drugi - nie.

* * *

Jak tam w Leśnicach mieszkaliśmy, to jeszcze Niemcy po części tu byli. Nawet jak ja już byłam nastolatką, to jeszcze była rodzina jedna, nawet się tak kumplowali, bo oni mieli 4 córki i syna, to tak się odwiedzaliśmy. Potem jak świetlica była to ich matka, jak była zabawa, to ona z kijem pod oknami chodziła, zaglądała, to się śmieliśmy, że córek pilnuje. Takie potańcówki tam mieliśmy, to wszyscy mieliśmy nazbierane takich płyt, pocztówek na adapter i słuchaliśmy. To Ci Niemcy byli i wyjechali jak ja byłam w średniej szkole, one były starsze, już dorosłe. Nadal tam utrzymują kontakty z moją przyjaciółką, a nawet ona jeźdź tam do nich, a oni tutaj. Ich dzieci to przyjeżdżali robić zdjęcia, patrzeć jak teraz wygląda. Wioska była dość zgrana, oprócz chyba jednej rodziny, bo się czepiali trochę każdego i lubili wypić. Wszyscy się lubili, bo to kum, kuma byli, każdy każdego trzymał do chrztu. Z mojej rodziny to tam  mieszkał mojej mamy ojciec, bracia, siostra, a z ojca strony to siostra miała gospodarkę. Dużo właśnie poprzyjeżdżało z lubelskiego, kieleckiego i tutaj podostawali gospodarstwa.