Wanda Kącka

Data urodzenia: 26.06.1935 r.
Miejsce urodzenia: Bosowice (woj. świętokrzyskie).
Miejsce długotrwałego zamieszkania: Niekłonice.
Zawód: nauczyciel.
Zawody rodziców: rolnicy.
Zawody dziadków: dziadkowie – lokaj i górnik, babcia – akuszerka.
Kontakty z obcymi językami: .

 

 

 

 

 

Wanda: Mój dziadek po wojnie został przesiedlony na te tereny, bo ruskie wyrzucali Polaków. I w Nętnie koło Drawska dostał majątek, gospodarkę. Ojciec z mamą spotkał się, jak stamtąd wrócił. W Irkucku ojciec był takim woźnym w szkole. A sam był analfabetą. Ani czytać, ani pisać, dopiero mama go nauczyła. Mama skończyła cztery klasy, bo była córką lokaja i położnej. I potem już oni wybudowali się w Bosowicach.

A dziadek tu był na zachodzie, na dzikim zachodzie. Ale niczym znaleźli dziadka, to już było, kiedy mama pojechała po raz pierwszy do tego Nętna. Nie ojciec, tylko mama. Ojciec ożenił się z drugą panią i mieszkał na Mazurach, w Giżycku. No więc w Giżycku mieszkał i mama, tak jadąc tam do ojca, do teścia, chciała zobaczyć swojego ojca. No i już potem dziadek Szymon wiedział, że Mietek mieszka w Bosowicach. Jak dziadek mój zmarł, została babka na tej gospodarce.

Nie uszło chyba ze sześć miesięcy i babka się spaliła. Listonosz przyniósł rentę, ludzie widzieli, że przyniósł, a potem babka na wersalce, opalona głowa i szyja. No, udusił na pewno ktoś i potem podpalił, żeby zginęło. I wtedy dwa lata szukali ojca. Tam były trzy krowy, dziadek konia miał, no jeszcze piwnica prawdopodobnie była pięknie po Niemcach zostawiona. No, ale ja byłam u dziadka, to babka nie pozwoliła nigdzie niczego tknąć. No i tak prawdopodobnie wszystkim zajął się pan sołtys i dopiero policja po dwóch latach dziadka znalazła. No i tak było. Ale babcia jak przyjechała tu, to koniec: „Przyjdą Niemcy i ją uduszą, przyjdą Niemcy i ją uduszą” – tak męczyła dziadka, że wrócili z powrotem.

* * *

Wanda: No a ja, jak tam zaczęłam pracować, to pracowałam w takiej miejscowości Szczytniki, tak się nazywała. Pierwsza moja praca to były klasy eksponowane, tak to się chyba nazywało. Była szkoła w Kołatkowicach. Ja tam kiedyś chodziłam do szkoły, to było siedem kilometrów. Więc, moi kochani, pieszo w jedną stronę i w drugą stronę i nikt nas nie woził, nie było autobusów. A potem dostałam się do pracy pod tego kierownika, klasy 1-3 na wiosce trzy kilometry od tej właściwej szkoły, a tam tylko chodziłam śpiewu uczyć.

Miałam przyjaciół, tych którzy wyjechali pod Wrocław. I pojechałam ich odwiedzić. To były już ziemie odzyskane. Tak, Sowa się nazywał, mówi: „Niechżesz pani u nas zostanie”. No, ale nie mogłam zostać. Wróciłam jeszcze z powrotem tam do tych małych Szczytnik i stamtąd wyjechałam właśnie do Kątów Wrocławskich, tak to się nazywało. Tam pracowałam rok i z Kątów Wrocławskich wróciłam z powrotem do Dobrowody. Dobrowoda, tak się nazywała miejscowość za Buskiem. Między Korczynem a Buskiem. I stamtąd znowuż już przyniosłam się do Strachomina w 60. roku. Bo tu jeszcze ciotka. Napisałam do cioci. Ciocia mówi: „Jak chcesz to przyjedź, coś tu załatwimy”. Taki Kaczor był w Związku Nauczycielstwa Polskiego i on mówi: „Załatwimy”. Głupota tego człowieka i moja. Z Koszalina do Strachomina motor prowadziłam, on z tyłu jechał, jak ja nigdy w życiu nie siedziałam na motorze. Później ja dopiero to przemyślałam.

Człowiek był biednosiuńko ubrany, nikogo to nie obchodziło jakoś. Inspektorem był, teraz sobie przypominam, Tacher się nazywał, Mieczysław Tacher. I on mówi tak: „No, wiesz co dziewczyno? Jak przejmiesz kierownictwo szkoły, to masz od razu miejsce”. Ja mówię, że nie mogę, przecież ja byłam młodym gówniarzem. No mówię: „Nie, nie mogę”. A on mówi: „Możesz, możesz. Z tego, co ja wiem, to ty możesz”. Było sześć klas i siódma wchodziła w tym roku, co ja właśnie obejmowałam tę placówkę. Matko Najświętsza… Nie, nie, w życiu nie podejmę się, boję się. A co ja miałam, 24 lata. No, ale dobrze. Mówię, kurza twarz, tam jest mieszkanie, trzy pokoje, łazienka, kibel, jak się to mówi. Co ja zrobię? No nic, niech się dzieje wola nieba. I tak żeśmy do Strachomina, i tam żyli 12 lat.

Dlaczego się przeniosłam ze Strachomina? Anka kończyła 8 klasę, a tam był rano autobus i po południu. A tu się jakoś… Ja miałam w grudniu wypadek, jechałam do Koszalina i miałam wypadek, miałam trzy miesiące zwolnienia, bo mnie stuknęli w głowę.

Córka: W siedemdziesiątym drugim zlikwidowali szkołę. Do końca roku i koniec.

Wanda: No, a ja 31 sierpnia się tu znalazłam, a pierwszego do Dunowa do pracy poszłam, a ta do Koszalina pojechała do szkoły do drugiej klasy.

Córka: W domu nie było nikogo. Ania pojechała pociągiem do szkoły, ja z Jolką pojechałyśmy do szkoły. Tam Jolka do siódmej klasy szła, wtedy do dwójki. Później człowiek wracał. Mamy nie było, ojca nie było, nikogo nie było. Wiem, że z Furmanami mieszkał tam Ochman, tak się nazywał. I ja w pierwszym tygodniu wzięłam pieska od nich, bo ja byłam wciąż sama.

Wanda: Przyszła i płacze. Ja patrzę, a to psię jest jeszcze ślepe. Ale ona już chciała. „Bo ja sama jestem w domu”. No i ja poszłam do tych Ochmanów. Ona mówi, że tak chciało to dziecko. Ja mówię: „Proszę panią, ja wezmę tego psa, ale nie teraz, niech on podrośnie troszkę”. To codzienne ona siedziała tam. I widzisz, takie nasze życie jest. No, aż do tej pory. A już tutaj, no ci, co pamiętają, to pamiętają, że się tam coś na sali robiło, jeszcze wtedy sala była. To jakieś występy dzieci. Teraz to już…

* * *

Wanda: Ja nie mówiłam gwarą i ona mnie nie bardzo leży. Bo jak myśmy coś tam powiedzieli, bo tak wszyscy mówili: moka, chlip. Moka jako mąka? Tak, chlip, mliko. To jak mama usłyszała, że na przykład ja do Kazi mówię: „Podaj mi mliko”, bo tak koleżanki wszystkie mówiły, to mama ścierą. Mleko. Myśmy mieli czysty język.

 

Słownictwo:

akuszerka – daw. położna, kobieta zajmująca się przyjmowaniem porodów.

bańcarka – daw. kobieta stawiająca bańki.

bańki – metoda leczenia przy zapaleniu płuc.

centryfuga / wirówka – urządzenie do rozdzielania mieszaniny cieczy na składniki o różnej gęstości lub do oddzielania ciała stałego od cieczy, wirówka do mleka.

izba –pomieszczenie mieszkalne, pokój.

jaskółka – fryzura męska, włosy obcięte tak, by można je było zaczesywać do tyłu, a ich końcówka tworzyła lekki szpic.

koklusz – ciężka choroba zakaźna, objawiająca się m.in. napadowym kaszlem, występująca najczęściej u dzieci.

kopa –jednostka miary, sześćdziesiąt sztuk czegoś.

korzec – dawna miara objętości ciał sypkich.

kuma – matka chrzestna.

kwarta – dawna miara objętości ciał płynnych i sypkich, równa czwartej części garnca.

kwintal – jednostka masy stosowana w obrocie płodami rolnymi, równa 100 kg.

mendel – jednostka miary, piętnaście sztuk czegoś.

młodniak – młody, kilkuletni las.

opałek – wiklinowy kosz do łowienia raków.

pałatka– kwadratowa lub prostokątna płachta do przenoszenia ciężaru na plecach lub do ochrony przed deszczem.

sagan – duży garnek żelazny lub miedziany.

siennik – duży worek wypchany słomą lub sianem służący jako materac.

sień –pomieszczenie prowadzące do wnętrza domu, korytarz.

suchoty – daw. nazwa gruźlicy płuc.

świekra – matka męża, teściowa.