Otton Dziemianko

Data urodzenia: 9.03.1925 r.
Miejsce urodzenia: Drawno (Białoruś).
Miejsce długotrwałego zamieszkania: Włoki (od 1968 r.).
Zawód: rolnik.
Zawody rodziców: rolnicy.
Zawody dziadków: kowal.
Kontakty z obcymi językami: białoruski, ukraiński, czeski, niemiecki.

 

 

 

Na Białorusi przeważnie dziadźka mówili. Zamiast dajmy na to stryj, jak teraz się mówi. Ojciec był rolnikiem. Był oficerem armii carskiej. Ale wrócił i było w po - rządku, tylko później zaczął… Bo mieszkaliśmy tam na wschodzie, prawie na samej granicy rosyjsko-polskiej. I był sekretarzem w gminie, i ułatwiał przejście graniczne dla komunistów. I w sądzie zasądzili, dostał taki czarny bilet, że nie może na żadnej posadzie państwowej pracować. No to zajmował się gospodarstwem, tam pisał podania różne. Pomagał takim, które nie byli wykształcone w ogóle. Bo przed wojną na wschodzie było dużo takich.

No zawody takie były: kowal (teraz kowale też są), cieśla, stelmach. Ci ostatni robili koła takie drewniane do bryczki.

* * *

Na wschodzie to było normalne mieszkanie. Z jednej strony był pokój, z drugiej kuchnia i przedsionek. Wchodziło się jednymi drzwiami. W kuchni byli normalne piece, gdzie wszystko się robiło. I gotowało, i chleb piekło się. I przeważnie spanie było w kuchni, bo ojciec spał dajmy na to w pokoju, a my spali, nas było troje, w kuchni, bo było w kuchni nawet cieplej, bo tam w pokoju niepalone było. Normalnie drzewiane łóżko, pojedyncze, bo przed wojną to nie było takich podwójnych łóżek, tylko pojedyncze. Stawiało się przeważnie pod ścianą, a na środku był stół.

Byli bliny, był kapuśniak. Kasza jakaś. Przeważnie jęczmienna kasza. Do picia przeważnie była kawa zbożowa. To sami robili kawę. Bo to było tak: prażyli zboże i później było mielone w młynku. No, herbatę też kupowali, herbata była.

Ubierali się, kobiety to musieli mieć obowiązkowo długi rękaw i długie spódnice za kolana. Bo się niby wstydzili. Jedna kobieta tam się wystrychnęła. Bo chodzili też, tak jak się mówi, z krótkim rękawem, ale przyszła do kościoła, to ją ksiądz wyzwał ją, że ona przyszła z krótkim rękawem do kościoła.

Byli walonki takie z wełny owczej i później na to kalosze nakładało się. A to zimowe. A tak to normalnie trzewiki, ale przeważnie byli trzewiki zasznurowane. Nawet dziewczyny, nawet i kobiety, wszystko chodziło w sznurowanych butach. Nie tak jak teraz, z piętą albo z piętami.

* * *

Przypuśćmy jak teraz 1000 metrów, to teraz się nazywa kilometr. O! Wiorsta. Kilometr, to była wiorsta. Grali w świnkę. I tam piłkę wbijali do dołka, to były dwie drużyny, która pierwsza wbije. No i takie skocznie robili sami, bo gdzieś tam była skarpa, strumyk płynął. To my skakali przez ten strumyk na drugą stronę z tej skarpy. Przeważnie sami, żadnych nie było tam instruktorów, sami to wszystko wymyśleli. Albo wiewiórki po lesie ganiali.

* * *

W 43 roku, w maju, u nas zaczęła się tworzyć partyzantka. Organizował ją ksiądz Suwała, pseudonim „Oro” i porucznik Miłaszewski. Później Niemcy przyjechali tę partyzantkę niszczyć. Poniszczyli, bo od frontu odciągnęli wojsko. Później przyjechali tam różne formacje – białoruskie, ukraińskie, policja – nie policja, SS – nie SS, Niemcy i wszystkich wywozili do Niemiec. Wtenczas nas złapali i wywieźli do Niemiec w 43 roku i do końca wojny byłem w Niemczech, prawie że na czeskiej granicy. I później, jak wracali z Niemiec, to zajechaliśmy tutaj, bo w Niemczech nie wiedzieliśmy, że Polski już tam na wschodzie nie ma. I później przyjechali my tu na zachód. Tu się osiedlili koło Czaplinka – Kluczewo, Prosino, taka wieś nieduża. I tam mieszkaliśmy do 68 roku. Później kupili my te gospodarstwo na Włokach i przenieśli się stamtąd tutaj. Oni mieli lepiej do szkoły i tak to zostało.

Ja to pracowałem na gospodarstwie, bo pomagałem, brat był całym szefem gospodarstwa. A pracowałem też jeszcze w Gminnej Spółdzielni, tutaj w Świeszynie. W Niemczech to przy gospodarstwie pomagałem. Nie narzekam, miałem dobrze, bo byli takie Niemcy dość takie... Tam w niektórych miejscach, to osobno dawali jeść. A oni razem zawsze, nigdy osobno. U ciotki jak bylim, to zostawili trochu ubrania jakie mieli, bo po co będziem brać, jedziem wiadomo gdzie. No i później siostra moja pojechała tam po ubrania. No a teściu też wybierał się na zachód. I tam, gdzie my właśnie byli w tej wsi, tam jeszcze gospodarka jedna była wolna. I siostra mówi: „To jedźcie ze mną, ja was zaprowadzę tam do tego”. No i jak oni przyjechali, chyba za rok czy półtora brat się ożenił z bratową. A ja dopiero w 50 roku, bo byłem w 48 w wojsku, wróciłem z wojska dopiero w 49, a dopiero w 50 roku się ożenił. Nie trzeba było szukać. Była na miejscu. A ich było tam, no pięć. To było z czego wybierać.

 

 

Słownictwo:

będziem – gw. będziemy.

bylim – gw. byliśmy.

drzewiane – gw. drewniane.

dziadźka – gw. stryj.

GS (Gminna Spółdzielnia) – nazwa spółdzielni produkcyjno-handlowo-usługowych istniejących w większości gmin wiejskich.

jedziem – gw. jedziemy.

świnka – gra drużynowa trochę podobna do golfa i hokeja. Wygrywała drużyna, która wbiła piłkę do dołka.

trochu – gw. trochę.

walonki – ciepłe buty z grubego filcu z cholewką.

wiorsta – daw. rosyjska jednostka długości równa 1,0668 km.

wtenczas – pot. wtedy, w tym czasie.