Wacław Chrząszcz

Data urodzenia: 1938 r.
Miejsce urodzenia: Klępie Górne

 

Wywiad z Wacławem Chrząszczem.

 

 

Urodziłem się bardzo dawno temu, tuż przed wojną, w 1938 roku w województwie świętokrzyskim we wsi, która leży koło słynnego Pacanowa - Klępie Górne.

W czasie wojny straciłem ojca. Jako młody dzieciak (po wojnie) byłem w harcerstwie, w moim miasteczku rodzinnym Stopnica, tam jakiś czas mieszkaliśmy u takiego państwa, byłem też ministrantem w kościele parafialnym. Były choroby, początki gruźlicy, potem leczyłem się dwa miesiące w sanatorium w Rabce, gdzie odzyskałem zdrowie. Ruszyłem z mamą za chlebem. Naszą mamę namówił ktoś – nie pamiętam, kto – i tak trafiliśmy tu, na ziemie odzyskane, w roku 1948, do Białogardu. Mama pracowała w PGR-ze. Zmarła w 1950 r. Potem rozproszyliśmy się. Ja trafiłem do Lublina. Siostry zostały tutaj.

Życie mnie w wieku 12 lat rzuciło do Lublina, tam pomagało mnie moje kuzynostwo. Chodziłem do szkoły podstawowej przy zakonie księży salezjanów. Tam zdobyłem najwięcej doświadczenia. Jako młody człowiek wychowany byłem w duchu wiary. Później kuzynostwu się odwidziało i odesłali mnie z powrotem tutaj, na ziemie zachodnie, gdzie opiekowała się mną starsza siostra.

Następnie trafiłem do Strzekęcina. W Strzekęcinie było bardzo ciekawe środowisko, Polaków były trzy rodziny. W Bursztynowym Pałacu były duże bogactwa, książki, krzesła... Później to zaginęło. Polacy przejęli od Rosjan gospodarstwa. Siostra dostała pracę i dyrektor, bardzo dobry człowiek – Tadeusz Kątkowski – organizował tu rolnictwo na tych terenach. On załatwił mi pracę. Usamodzielniłem się w wieku 16 lat, bo już zacząłem pracować. Nie wykształciłem się specjalnie, wykonywałem różne prace. Kierował mnie pan dyrektor. Dzięki niemu nie pracowałem ciężko, lecz umysłowo. Pracowałem w hodowli ziemniaka. Byłem tam księgowym. Większość robotników to byli Niemcy. Trzeba było się uczyć niemieckiego, żeby z nimi współpracować. Wyliczałem im zarobki, wypłacałem pieniądze i tak było do wojska. Kiedy wróciłem, pracowałem przez ponad 20 lat w Koszalinie – Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolniczego, Zakład Transportu Drogowego, Polmozbyt i jako działacz związkowy. W czasie stanu wojennego pracowałem w grupie charytatywnej przy katedrze koszalińskiej, gdzie był biskup Jeż. Naszym szefem był świętej pamięci niedawno zmarły ksiądz Jan Borzyszkowski, proboszcz katedry koszalińskiej. Przy nim się wiele nauczyliśmy: patriotyzmu, prawdziwej wiary. Tam się zbieraliśmy, pracowaliśmy fizycznie przy budowie parafii, słuchaliśmy kazań księdza Popiełuszki. Umocniła się nasza wiara i patriotyzm. Było nas ponad 100 osób. Pomagaliśmy więźniom, roznosiliśmy im zapomogi, dary żywnościowe. Nieraz się wracało do domu po północy, nawet i później. Broniłem człowieka pracy, ale to nie było łatwe. I aż do emerytury pracowałem w Koszalinie. Całe życie społecznik od A do Z. Więcej czasu poświęcałem pracy społecznej niż domowi. Praca społeczna była dla mnie na pierwszym miejscu. W młodzieżowej organizacji, w harcerstwie, później w niesłynnym ZNP, w Kościele, w samorządzie sołeckim i gminnym. Byłem w radzie gminy, byłem także sołtysem.

***

Niedalino w latach 50. wyglądało bardzo ubogo. Kościół odegrał ważną rolę, jednoczył ludzi. Była tu kaplica cmentarna, a potem została zamieniona na kościół filialny. W 2000 roku został podpalony. Ja byłem inicjatorem odbudowy kościoła. Robota była wykonana z pracy społecznej, były lepsze materiały. Ładniejszy jest ten drugi.

***

Jeżeli chodzi o działalność społeczną, to w PRL-u istniała, coś się działo... Była świetlica, mieliśmy w Niedalinie teatr, jeździliśmy ze sztuką po powiecie, raz wygraliśmy. Były dyskoteki, potańcówki, organizowało się je w soboty lub w niedziele.

Pracowałem w związkach zawodowych, były wczasy, kolonie dla dzieci. Wszystko pokrywał zakład z funduszy socjalnych. Dla zwykłych ludzi było lepiej. Wszystko było nieodpłatne. To były plusy tamtego systemu.

Żonę poznałem w Niedalinie, mieszkaliśmy tu po sąsiedzku, w 1963 roku zawarliśmy związek małżeński, mamy troje dzieci, wnuki.

W 1982 brałem udział w akcji, w rocznicę powstania związków zawodowych, była to manifestacja. Namawiali nas, żeby się rozejść. Nie odeszliśmy. Była pacyfikacja, przeżyłem to. Ruszyło ZOMO, rzucali granaty, uderzali gazem. Zdążyłem uciec. Biegliśmy w stronę dworca, udało się uciec. Niektórzy poszli do katedry, wrzucali tam granaty... Przeżyłem na szczęście. Był to okres pracy w katedrze w grupie charytatywnej. Nazywaliśmy milicję gestapo. Krzyczeliśmy „gestapo! gestapo!". Związki zawodowe miały inne role. Byłem przewodniczącym rady zakładowej, miał ten zakład filię w trzech województwach. Później powstała Solidarność, pozostałe związki upadły. W firmie założyliśmy też Solidarność. Proponowano mi bycie prezesem tego związku, ale odmówiłem. Zostałem wiceprezesem. Byłem delegatem na pierwszy zjazd Solidarności w Koszalinie.

Byłem w 1991 r. na lotnisku, gdzie papież wylądował. Byłem porządkowym, bardzo blisko był, obok mnie. Jeszcze cztery razy widziałem papieża Jana Pawła II. Wszystko było bardzo dobrze zorganizowane, wojsko było. Jak dobrze pamiętam, padał deszcz. Nazajutrz papież miał spotkanie z wojskiem polskim, msza święta była odprawiana.

***

Tu w Niedalinie są ślady mojej działalności, np. rozbudowa kościoła, na byłym poniemieckim cmentarzu przy kościele powstał obelisk – lapidarium, z mojej inicjatywy, autorstwa i wykonania. Jest teren rekreacyjny w Niedalinie, który ja wyszukałem w mapach, który mógł powstać i z mojej inicjatywy ten teren został utworzony i pięknie funkcjonuje. Położony jest nad rzeką Radew. Młyn niedaliński zatrudniał wiele osób. Jego wyroby były bardzo znane. Nagle go zlikwidowano, do dzisiaj stoi bezużyteczny. Elektrownia jeszcze działa, do dzisiaj produkuje prąd, jest sprawna.

***

Pasja do wierszy narodziła się od powrotu z wojska. Miałem zeszyt i układałem je. Później pisałem na zamówienie, na uroczystości w szkole, w kościele, uroczystości rodzinne. Piszę do dziś, mam tego bardzo dużo, ale nigdy poważnie o tym nie myślałem. Raz mi się udało wydać poezję z okazji beatyfikacji naszego papieża. To kosztuje, są to bardzo duże koszty. Pomogła mi gmina, pomógł mi związek zawodowy „Solidarność" i wydałem to. Zyskało to duże uznanie, dostałem szereg podziękowań. Dostał ten tomik nawet papież, kardynał Dziwisz, dostał prezydent Wałęsa i dostałem od nich uznanie i podziękowanie za twórczość poświęconą papieżowi Janowi Pawłowi II. Za działalność społeczną dostałem Brązowy Krzyż Zasługi od prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2007 roku. Później wydałem jeszcze jeden tomik poezji poszerzony dodatkowo o dwie inne części – wydarzenia ważne w Polsce i listy w zaświaty, do osób ważnych, które już nie żyją.

Tomik poezji „Moja poezja ponadczasowa" ukazał się dzięki sponsorom. Wspomógł mnie poseł, koleżanka i rodzina. To wyszło i jestem bardzo dumny, zadowolony z tego. Można nabyć tą poezję przez Internet. Pozwolę sobie przeczytać wstęp, czym się charakteryzują moje wiersze:

„Myśli w mych wierszach są proste, jak prosta jest droga do nieba,
jednak, by w rymie na papier je nanieść wysiłku potrzeba.
Myśli w mych wierszach są proste, bo szkół wielkich nie kończyłem,
więc w zamian tych edukacji życie bacznie śledziłem.
Myśli w mych wierszach są proste, kierowane do zwykłych ludzi
z nadzieją, że ich czytanie do działań szlachetnych pobudzi.
W wierszach tych prostych, niebanalnych znaleźć każdy coś może.
Czytanie mu nie zaszkodzi, a może coś pomoże."

Pierwsza część jest poświęcona św. Janowi Pawłowi II, w drugiej części są okolicznościowe. Wiersz poświęcony miłości do ojczyzny „Nikt tak nie kocha", drugie, to „Ziemia ojczysta ludzi" – jak człowiek się czuje w przyrodzie, trzeci wiersz „Patrząc na Niagarę", bo zostałem zaproszony do Ameryki przez moją kuzynkę i pojechałem tam. Byłem nad tym wodospadem, piękny widok i napisałem ten wiersz. Jak mamy się odnosić do dzieci, czyli „Kochajmy dzieci". Jest „Nowa droga", pisałem to, kiedy moja kuzynka wyszła za mąż. „Poemat o chlebie", niektórzy się bardzo wzruszyli, był czytany we fragmencie na dożynkach. Wiersz poświęcony ks. Jerzemu Popiełuszce „Dlaczego odszedłeś". „O ludziach i gołębiach" poświęcony katastrofie w Katowicach, zawaleniu hali. Poemat po powstaniu Solidarności, „Jak powstała miłość?'' – prywatny oraz tragedia World Trade Center. Kiedyś na rocznicę ślubu mojej kuzynki wpadłem na pomysł i napisałem dla niej wiersz, usiadłem na skarpie, dostałem wenę.

I jest jeszcze trzecia część, czyli listy w zaświaty. „Do bł. Papieża Jana Pawła II", „List do prezydenta Lecha Kaczyńskiego", „List do prezydenta Kaczorowskiego", „List do marszałka Piłsudskiego", „List do mojej matki", „List do Wojciecha Siemiona". On tutaj przyjeżdżał. Były Siemionalia. Był nawet w Niedalinie. Ja jako sołtys nadałem mu tytuł honorowego sołtysa Niedalina. Wójt mu podpisał, był zadowolony, często się chwalił tym. Przyjeżdżał do mnie.