Anna Berezowska

Data urodzenia: 11.11.1929 r.
Miejsce urodzenia: Kolonia Marysin (pow. Tomaszów Lubelski).
Miejsce długotrwałego zamieszkania: Niedalino.
Zawód: rolnik.
Zawody rodziców: rolnicy.
Zawody dziadków: nie wiem.
Kontakty z obcymi językami: brak.

 

 

Byłam najpierw w Pomianowie, bo mój mąż matkę swoją odnalazł. Bo na Wołyniu było morderstwo, został sam, uciekł, miał 13 lat, a później poszukiwał rodziny. Nasze życie było ciężkie przez wojnę. Przed wojną ludzie żyli w zgodzie. Wioski duże były, mieszkali Ukraińcy, prawosławni i Polaki, i Żydzi. I było wesoło, do szkoły wszystkie chodzili. Jak była religia, był ksiądz ukraiński i polski. Przerwa była, dzieci wyszły na plac, a księża oba były razem. I była zgoda.
Zabawy, jak zabawy. W piłkę się bawili, w dwa ognie, takie rożne, w klasy też się tak grało, w kamyczki, jak krowy się pasło. Było 5 kamyczków, trzeba było je kłaść, się podrzucało i trzeba było je łapać, aby nie spadły na ziemię. Było nas siedmioro dzieci.

* * *

Ojca brat, to był stryjek, a mamy brat, to był wujek. Żona jego, to była wujenka, a stryja, to była stryjenka. Dzisiaj, jak się przychodzi do kogoś do domu, każdy mówi „dzień dobry", a kiedyś mówiło się „niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Też nie było, że tam idzie „pan" czy „pani". To był „wujek i ciotka". „Dzień dobry", to dopiero po wojnie.
Ja pochodzę z takiego terenu, gdzie ziemie były dobre, w każdej wiosce przed wojną był dziedzic, były majątki. U nas na wsi była cukrownia, była taka maszyna, co olej bili – olejarnia. Woziło się rzepak, czy konopie. I wyrabiali płótno z tych konopi. Tak jak dla dzieci, to była radocha, wszyscy się gromadzili na placu, takiego belka się postawiło przed domem i te konopie były wysuszone, i tak o tę belkę i trach, i trach, te paździerze wyleciały, a włókna zostawały. Przędło się w zimę i się robiło płótno. Jeszcze mam takie wrzeciono, co się przędło, na pamiątkę. Nitka była na wrzecionie, była taka kądziel z tego przędziwa na kółku. I z tej kądzieli się ciągło i tak się przędziło.
Był jeden pokój i kuchnia. Szafy też mało kto miał, były modne kufry wtedy, takie duże, malowane. Dziewczyna, która za mąż wychodziła, to zawsze ten kufer już miała naszykowany i w kufrze pełno... W kuchni, to talerze były postawiane w szafkach w kwiaty, na widoku, żeby było.
Potrawy trochę inne były jak dzisiaj. Pierogi się gotowało, barszcz ukraiński, kasze różne były. Jak na zimę, to takie zapasy były: mąki narobić, groch, fasola. W sklepie cukierki były. Pieką różne ciasta, ale przeważnie, to takie pierogi drożdżowe pieczone z kaszą gryczaną, z serem. Soczewica – trzeba było ją namoczyć i później w makutrze utrzeć.

* * *

Mąż mieszkał koło Hrubieszowa, tam odnalazł rodzinę. Później odnalazł matkę swoją. Matka w Pomianowie była. Przyjechał do niej, a później wyjechał na wschód. W roku 48. i 49. tereny były wypalone i wyniszczone przez bandy ukraińskie, pola były zostawione na lata ugorem. Jak Polaki pouciekali stamtąd, ziemia leżała odłogiem i wtedy zrobili takie brygady lotne. I mąż w tej brygadzie był. Było 50 traktorzystów i 50 pomocników wyposażonych w broń, bo bandy były. Tu na zachodzie był spokój, ale tam po lasach jeszcze bandy były. Ta brygada lotna od wioski do wioski jeździła całe lato i likwidowała ugory. Orali pola, dostali od rządu ciągniki. Wtedy na naszą wioskę jak raz przyszli i tam my się zapoznali, i pobraliśmy się w 51 roku.
Ciężko tam było żyć. Wioski były popalone. Później jak był spokój, to każdy zaczął tam sobie chatkę lepić, żeby gdzieś mieszkać. Ale nie było lekkie życie, bardzo ciężkie było i głód.
W 1952 żeśmy wyjechali tutaj. Trochę my byli w Pomianowie na gospodarce, ale był drugi ojciec (drugi mąż matki – dop. MS), więc poszliśmy do majątku w Bukówku, później my przyjechali tutaj do Niedalina. Mąż gospodarkę kupił, żeby się nie tułać po tych PGR-ach.

* * *

Buty różne były. U nas zimy są bardzo ciężkie. Było takie miasteczko Tyszowce i tam robili buty takie, tyszowiaki nazywali. To były buty ze skóry. Cholewy wychodziły aż poza kolana, bo tam śniegi są duże. I żeby buty były ciepłe, to tam nazuł i skarpet, i onuc, i owijali nogę słomą, i w te buty, żeby były ciepłe.
Kobiety w spodniach nie chodziły jak dzisiaj. Na zimę, pamiętam, starsze dziewczyny nosiły spodniczki w kratkę, kożuszki były, takie zakopianki wyszywane dookoła, szale długie na głowę, przeważnie do kościoła jak się chodziło.

* * *

W gospodarstwie były krowy, były świnie. Dzieci musiały też pracować. Do szkoły poszłam i musiałam szybko wracać, bo trzeba krowy paść, trzeba gęsi paść. Jak uciekliśmy od Ukraińców, jakieś 20 km od naszej miejscowości była taka miejscowość Łaszczów. Akurat Wielkanoc była. Poszłam do kościoła, a brat zaraz przyszedł i mówi: „Chodź, bo ludzie uciekają, bo Ukraińcy napadają na ten Łaszczów". Przyszłam do domu, mamę i ojca Niemcy wzięli. A tu Ukraina naciera. Pozbierałam dzieci, siostry te młodsze i z bratem żeśmy wyszli stamtąd, z tego terenu. Później ojciec i mama wyszli, Niemcy ich puścili, bo drugich nałapali ludzi. Żeśmy wtedy szli ze 20 km, cały dzień, no i tak my się tułali po tych wioskach. Ciężko było przeżyć, ale przeżylim.

 

 

Słownictwo:

dziedzic – daw. właściciel majątku ziemskiego.

kamyczki – zabawa polegająca na podbijaniu kamieni i łapaniu ich w locie.

kądziel – pęk włókna lnianego, konopnego lub wełnianego przygotowany do przędzenia, umocowany na przęślicy lub kołowrotku.

makutra– gliniana misa do ucierania maku lub kremu.

nazuć – gw. naciągnąć skarpetę, onucę na nogę.

olejarnia – maszyna, za pomocą której z nasion roślin oleistych wytwarzało się olej.

onuca – szeroki pas tkaniny do owijania stopy, zastępujący skarpetkę lub pończochę.

paździerze – zdrewniałe części suchych łodyg lnu lub konopi, oddzielone od włókien.

przeżylim– gw. przeżyliśmy.

przędziwo – włókna naturalne nadające się do przetwarzania na przędzę.

stryj / stryjek – brat ojca.

tyszowiaki – buty o wysokich cholewach produkowane przez szewców skupionych w cechach w mieście Tyszowce w województwie lubelskim. Ich charakterystyczną cechą jest to, że oba buty w parze pasują jednakowo na lewą i prawą nogę.

wrzeciono – przyrząd do przędzenia ręcznego w postaci wałka zaostrzonego na obu końcach.

wuj / wujek – brat matki.